MENUMENU

NOSY BE

Wyspa należąca do Madagaskaru.
Kraina lemurów i rajskich plaż.

LEFKADA

Zapraszamy na wyspę, którą śmiało można nazwać mniejszą siostrą Kefalonii.

MALTA - GOZO - COMINO

Malta - Największe muzeum pod gołym niebem.
Gozo - Kraina opuncji.
Comino - Błękitna Laguna.

Jedno z piękniejszych miast Europy Środkowej, miejsce, które zachwyci nawet najbardziej wymagających turystów, miasto, które zyskało przydomek „miasta stu wież”.

Serce Pojezierza Drawskiego, krainy puszcz i jezior. Idealna odskocznia od zgiełku codzienności.

Monumentalne zabytki, bogata historia starożyntości na wyciągnięcie ręki, miejsca, o których wuczyliśmy się w szkole. To wszystko, w jednym miejscu.

Jedna z najbardziej zielonych, greckich wysp na Morzu Egejskim.

Jak najkrócej opisać Gruzję?
- niesamowita kuchnia
- pyszne wino
- bogata kultura
- wspaniałe zabytki

SZPINDLEROWY MLYN
previous arrow
next arrow
PlayPause
ArrowArrow
Slider

NOSY BE

Nosy Be to niewielka, mająca około 300 km² powierzchni rajska  wysepka, położona przy północno-zachodnim wybrzeżu Madagaskaru, którą zamieszkuje około 60 tysięcy ludzi. Oddalona jest o około 8 kilometrów od Dużej Wyspy Madagaskar, dzięki czemu w krótkim czasie może przeprawić się na na główną wyspę. Rejs łodzią motorową to około 30-40 minut z Andoany (Hell-Ville) do portu w Ankify.

Śmiało można powiedzieć, że Nosy Be jest najbardziej turystycznym regionem na Madagaskarze. Ma najlepiej rozwiniętą bazę hotelową, to tam w głównej mierze przylatują turyści na wypoczynki. Nosy Be to również świetna baza wypadowa na okoliczne, malutkie lecz warte odwiedzenia wysepki, ale o tym za chwilę 🙂

Bezpośredni lot z Polski na Nosy Be zajmuje około 10 godzin. Po tak długim locie, pierwsze co nas uderza, poza oczywistym upałem, to rozbawione, tańczące mieszkanki Nosy Be, które witają turystów lokalnymi tańcami i śpiewem. Potem pozostaje jedynie wejść na malutkie, przypominające kurnik lotnisko 😛 i ścieżka zdrowia związana z papierologią 🙂 Na dzień dobry każdy dostaje do wypełnienia coś w rodzaju kart migracyjnych, które trzeba okazać później urzędnikom. Wszystko oczywiście odbywa się ręcznie, na przylotach komputera nie uświadczycie. W pierwszej kolejności rzecz jasna, należy opłacić wizę, potem idziemy z nią i naszą kartą migracyjną do kolejnego urzędnika. Potem do jeszcze jednego, który coś chyba sprawdza, stempluje. Na koniec robią telefonami zdjęcia paszportów i idziemy dalej po ostatni podpis na naszej wizie. W międzyczasie każdy usłyszy kilkukrotnie prośby o to, by podzielić się z pracownikami lotniska jakąś forsą. Około 20 minut papierologii i jest i ona, wiza 😀

Na koniec pozostaje jedynie oczekiwanie na bagaż. Jedna taśma, jeden samolot, który stoi przy samym budynku lotniska, ale i tak trzeba liczyć przynajmniej 40 minut oczekiwania jak nie lepiej 🙂 Od samego początku mamy styczność z ichszym „mora mora” 🙂 Co to takiego? Mieszkańcy Wysp Zielonego Przylądka moją swoje „no stress”, Grecy mają „siga-siga”, a Malgasze „mora mora” 😛  Na wyjściu z lotniska raz jeszcze dla pewności spytają czy nie damy paru Euro od tak, oraz raz jeszcze sprawdzą paszport. Po wyjściu z lotniska już czekają na przybyszy, przedstawiciele lokalnych biur podróży, którzy są w stanie sprzedać nam od ręki każdą wycieczkę. Jedno trzeba im przyznać – uczą się bardzo szybko 🙂 To był w sumie drugi samolot czarterowy z Polski, a już mieli kserokopie ofert wycieczek w naszym języku 😉

Drogi na Nosy Be są jakie są, dlatego nie ma co za bardzo patrzeć na odległość mierzoną kilometrami. Ich drogi to jeszcze pozostałość po Francuzach, którzy swojego czasu skolonizowali Madagaskar, stąd ich stan nie jest najlepszy. Średnio 20 kilometrów jedzie się około 40 minut. Do tego należy dodać, że jest dość spore natężenie ruchu.

CO ROBIĆ, CO ZWIEDZAĆ?

Jak zapewne wiecie, Nosy Be, jak i cały Madagaskar nie słynie z zabytków 🙂 Na Nosy Be, w głównej mierze znana nam murowana architektura, to pozostałość po kolonializmie francuskim. Co w takim razie oferuje nam ta rajska wyspa? Przede wszystkim wspaniałe, niezatłoczone plaże, których piasek niczym mąka przesypuje się nam przez palce. O palmach na nich nie wspominając 😛 To również wspaniała fauna i flora, która często jest niespotykana gdzie indziej. Miłośnicy rejsów również będą zachwyceni 🙂 wszakże Nosy Be to wyspa, a jak jest wyspa to są i rejsy, rejsiki na inne, mniejsze wysepki.

Zacznijmy od wycieczki „Trzy Wyspy”, którą można zorganizować sobie na miejscu, a która rozpoczyna się od Nosy Komba, inaczej nazywanej „Wyspą Lemurów”, która położona jest zaledwie kilkanaście kilometrów od Nosy Be. Po dopłynięciu na wysepkę, wychodzimy na plażę i przechodzimy przez niewielkie miasteczko położone na wybrzeżu, gdzie kobiety rozwieszają pranie, dzieci się bawią i przy okazji próbują turystom, których ewidentnie jest jak na lekarstwo, sprzedać jakiś magnesik, może breloczek, a może jakąś figurkę. Przy okazji wspomnę, że pamiątkowy, drewniany magnesik to koszt średnio 1 EUR lub 1 USD za sztukę. To samo tyczy się breloków.

Po niespełna 10 minutach spaceru, dochodzi się do drzew, które zdominowane są przez lemury. Lokalni przewodnicy kładą każdemu chętnemu na ręce kawałek banana, a łakome lemury, które nie mogą się oprzeć takiemu przysmakowi, wchodzą na człowieki i wyjadają z rąk małe co nieco 😀

To idealny moment, aby strzelić sobie fajną fotkę z lemurem i trochę je pogłaskać po ich mięciutkim futerku 😀 

To rzecz jasna nie jest jedyna atrakcja Nosy Komby. Po drodze jest również okazja zapoznać się z około 45 letnimi żółwiami, które już są dość pokaźnych rozmiarów 🙂

Dodatkową atrakcją może być zarzucenie sobie na kark pokaźnego węża 🙂 Na koniec możliwa jest chwila relaksu w barze przy plaży, coby uraczyć się lokalnym piwkiem 😉

Na deser jeszcze kilka zdjęć z Nosy Komba 🙂

Po drodze jest chwila na snurkowanie na Nosy Tanikley 🙂 To malutka wyspa którą okalają krystalicznie czyste wody Oceanu Indyjskiego.

Ostatnim przystankiem jest Nosy Sakatia, wyspa położona tuż przy Nosy Be, na jej zachodnim wybrzeżu. Wyspa z długą, piękną i piaszczystą plażą, na której praktycznie nie ma turystów.

Tak, tu naprawdę prawie nie widać turystów. Są miejsca gdzie ciężko spotkać jakiegokolwiek, nie licząc tych, z którymi się przybyło 🙂

Organizowany jest tam lunch, który opiera się na lokalnej kuchni opartej o owoce morza i zebu, czyli ichszą lokalną wołowinkę. Jest oczywiście czas na kąpiel w ciepłym niczym zupa, Oceanie Indyjskim. Warto poświęcić chwilę na spacer po plaży by pocykać sobie fotki. Jest nawet jedna, dość mocno pochylona palma, którą można „zdobyć” 🙂

No i owa wspomniana, „zdobyta” palma 😀

Miejscem, którego nie można pominąć podczas pobytu na Nosy Be, jest rejs na Nosy Iranja. To wyspa, a w zasadzie 2 wyspy, które w trakcie odpływu łączą się około 2 kilometrową groblą, którą tworzy fantastyczny, drobniutki, miałki piaseczek. Z poziomu plaży można tego widoku aż tak nie docenić.

Dlatego warto wejść na najwyższe wzniesienie – skąd rozpościera się idealna panorama na groblę. Widok zmienia się wraz z wysokością 🙂

Wody, które otaczają wyspę pełne są rybek oraz żółwi, na które można się natknąć podczas snurkowania. Nosy Iranja jest miejscem, w którym widziałem chyba najwięcej turystów w jednym miejscu na Madagaskarze nie licząc lotniska 😛 Mając na myśli najwięcej, od razu podkreślam, że na plaży i tak było pustawo 🙂

Na dwóch poniższych zdjęciach widać, jaka jest różnica w poziomie wody przy Nosy Iranja, na przestrzeni niespełna 3 godzin.

I jeszcze kilka fotek z raju na ziemi 🙂

Dla miłośników fantastycznych zachodów słońca też się coś znajdzie, i nie koniecznie musi to być plaża i ocean 🙂 Wspaniałym miejscem do ich podziwiania, połączonych z niezwykłymi widokami jest Mont Passot, czyli drugi najwyższy szczyt Nosy Be, który liczy sobie 326 m.n.p.m.

Tu też można natknąć się na „Króla Juliana” 🙂

Można tam albo dojechać, i pozostanie nam jedynie jakieś 5 minut spaceru pod górę, lub można wybrać się na wycieczkę trekkingową, gdzie marsz zajmie około 2 godzin. Po drodze będzie okazja do podziwiania jezior, które okalają okoliczne góry. Po drodze będą również stragany z pamiątkami związanymi z lokalnym rzemiosłem. Ceny są naprawdę niskie. Za nie małą, ale też nie wielką maskę, która wykonana jest ręcznie z drewna, płaci się jakieś 10 tys Ariarów, co daje nam około 3 EUR. Za tyle czasami ciężko kupić jakieś fajny magnes na greckiej Krecie.

Warto również wybrać się do Hell-Ville czyli Andoany, która jest stolicą wyspy. W tym miasteczku zobaczymy pozostałości architektury, która była dziełem Francuzów, którzy skolonizowali Madagaskar.

W mojej opinii, najciekawszym miejscem będzie lokalny targ, który pełen jest wszelkiej maści dóbr, które dostępne są na Madagaskarze. Warto jednak wybrać się w godzinach porannych, kiedy wszystkiego jest znacznie więcej. Po południu widać już mniej zapełnionych stoisk z mięsem czy rybami. Co tam dostaniecie? W zasadzie wszystko 😛 Od krabów błotnych, przez przyprawy, owoce, warzywa, aż po ich hand made 🙂

Poniżej kraby błotne. Na straganach leżą w mule, ponieważ jakby je z niego oczyścili, zdechłyby bardzo szybko.

Zabrali nas także do swojego portu skąd odpływają łodzie na główną wyspę Madagaskar, ale po co? W sumie nie wiem, i chyba nikt nie wiedział, co chcieli nam tam pokazać 🙂 Port jak port 🙂

Kolejna z pozostałości po Francuzach 🙂 

Na koniec, mogliśmy obserwować rybaków, którzy wracali z połowów. 

Z okolicy Hell- Ville (Andoany). Między innymi quick service niczym w PitStopie 😀

Jak już wyżej wspomniałem, jest możliwość przeprawienia się z Nosy Be, a dokładniej z portu w Hell-Ville na sam Madagaskar, do portu w Ankify. Rejs łodzią motorową zajmuje około 40 minut.

Musimy jednak mieć świadomość, że główna wyspa jest ogromna, i zobaczenie na niej wszystkiego w przeciągu tygodnia czy dwóch i tak graniczy z cudem 🙂 Choćbyśmy narzucili nie wiadomo jakie tempo. Z tym tempem wiadomo, też ostrożnie bo już zaznaczałem z jakimi drogami mamy tam do czynienia 🙂 Jeśli chcemy chociaż trochę liznąć Wielkiej Wyspy, to jedną z najbliższych trakcji względem Nosy Be, będzie Park Narodowy Ankarana, do którego trzeba liczyć około 4-4,5 h drogi samochodem od portu w Ankify. Jak nam to przewodnik określił – 80-% dróg będzie dobrych, około 30% gorszych (tak wiem, 80+30=110% normy, ale tylko cytuje 🙂 ) Wycieczka ta jest o tyle fajna i godna polecenia, gdyż po drodze, możemy obserwować jak zmienia się krajobraz Madagaskaru.

In the middle of nowhere on Madagascar 😛

Dodatkowo dochodzi nocleg w Iharana Bush Camp. Po dojechaniu do bush campu, na dzień dobry wjeżdżają lokalne przekąski, a po chwili lunch. Po lunchu i zakwaterowaniu organizowany jest spacer w góry, gdzie trzeba się wspinać na wysokość około 2700 m.n.p.m skąd rozpościera się wspaniała panorama na teren Parku Narodowego Ankarana.

Poniżej zdjęcia z bushcampu, w którym zorganizowany był nocleg. Na szczęście są moskitiery na łóżkach 😛 Ja osobiście obudziłem się w nocy oko w oko z wężem 😛 Dobrze bo był po drugiej stronie moskitiery 😛

Po zejściu, jest krótki rejs łódką na malutką wysepkę zlokalizowaną na jeziorze, gdzie pod osłoną nocy zorganizowany jest piknik przy ognisku z tańcami, które wykonują rodowite Malgaszki. Gdy zrobi się ciemno, warto spojrzeć w górę 🙂 Tylu gwiazd na niebie jednocześnie nigdy nie widziałem 😀 Widok był wręcz nieziemski!

Dla chętnych, następnego dnia rano również jest wyjście w góry. Do wyboru są powiedzmy 2 trasy. Dłuższa i krótsza. Dłuższa startuje około godziny 6 rano, zaś krótsza około 8. Dłuższa trasa to połączenie przemarszu przez ogromną jaskinię, gdzie kłębią się tysiące nietoperzy oraz wyjście na jeden ze szczytów. Najciekawszym momentem w trakcie przemarszu przez jaskinie, jest chwila, w której w ogromnej sali gasi się światło latarek, bo to by po ich ponownym zapaleniu ujrzeć nietoperze latające dosłownie centymetry od nas. W momencie gdy gasimy światło, zlatują się do nas komary, którymi żywią się nietoperze 🙂 Krótsza trasa to w zasadzie sama jaskinia.

Później pozostaje droga powrotna, z krótką przerwą na plantacje kakaowca, której w zasadzie jakoś strasznie się nie zwiedza 🙂 Pokażą jak wygląda kakaowiec, jak rośnie wanilia, z której również słynie Madagaskar i zaproszą do zakupów 🙂 Dla mnie akurat postój na owej plantacji zakończył się nie tylko zakupami, ale i możliwością spotkania kameleona, którego przez cały wyjazd nie widziałem ani razu 🙂

Laski wanilii 🙂

Kakaowiec.

Zapomniałbym jeszcze o mieście Ambilobe 🙂 W trakcie transferu z portu do Parku Narodowego, jest chwila na spacer przez wspomniane właśnie miasteczko. Związane to jest z korkami, które tworzą się przed mostem, przez który przeprawa odbywa się wahadłowo. Lepiej zaliczyć spacerek i spędzić w ten sposób te kilkanaście minut, niż kisić się w busie lub jeepie. Poniżej parę zdjęć z Ambilobe 🙂

Skoro jesteśmy już w klimacie „miejskim”, to nie można nie wspomnieć o miasteczku Ambatoloaka, które położone jest przy zatoce Madirokely. Rozpatrując lokalizacje na pobyt, warto zastanowić się nad hotelami, które są nieopodal tej miejscowości. Miasteczko nie jest ogromne, ale ma jako taką infrastrukturę turystyczną. Ci co nie mają żadnych obaw (a nie trzeba ich mieć) przed wyjściem poza hotel, właśnie na „miasto” to znajdą tam sporo lokalnych pubów, gdzie można napić się piwka czy rumu. Z tymi pubami to różnie bywa, w niektórych zamiast klasycznie znanej nam łazienki, będzie gdzieś na zewnątrz pomieszczenie, zasłonięte kotarką, w którym stało będzie wiaderko na sami wiecie co 🙂 Kilka zdjęć z miasta.

 

Osoby, które lubią wieczorem potańczyć, mogą wybrać się do klubów, których kilka znajdzie się w miasteczku. Osobiście polecam lokal „La Sirene”, który jest bardziej oblegany przez lokalnych mieszkańców. Będąc w kilka osób, można być prawie pewnym, że będzie się jedynymi turystami w tym klubie 🙂 Najwięcej lokalsów schodzi się około północy, wtedy naprawdę zaczyna się tam dziać 🙂 To jak tańczą, jak się bawią mieszkańcy, to czysta radość, afrykański temperament i niesamowite ruchy 🙂 Teledyski na MTV to pikuś przy tym co można tam oglądać.

Jest również Beach Club, w którym jednak więcej już turystów, ale również można się tam dobrze pobawić. Na inne tego typu lokale, aż tyle czasu nie było, ale te dwa można śmiało odwiedzić 🙂

W ciągu dnia, również warto wybrać się do miasteczka. Jeśli ktoś chce sobie przywieźć jakieś owoce, orzechy, warzywa, imbir czy coś w ten deseń, to z pewnością znajdzie coś dla siebie na licznych straganach. Jest też typowy supermarket, z wózeczkami i koszykami, gdzie można kupić jakiś rum etc.

Wiadomo, będąc tydzień, nie można zobaczyć wszystkiego, nawet na tak niedużej wysepce jaką jest Nosy Be.  Ci którzy chcieliby zobaczyć coś innego, mogą wybrać się na rejs na Nosy Fanihy czy do rezerwatu przyrody Lokebe. Na pewno każdy znajdzie dla siebie zajęcie i nie będzie się nudził 🙂 

 

 

Może Ci się także spodobać...

PARTNERZY